Zapytaj trzy osoby w swojej firmie, co to jest newsletter, a dostaniesz cztery różne odpowiedzi, z czego jedna zabrzmi mniej więcej tak: to te maile, które wysyłamy, jak mamy coś do powiedzenia.
A skoro czytasz ten artykuł, prawdopodobnie sam się zastanawiasz, czy to, co wysyłasz do klientów, to w ogóle newsletter, czy raczej coś innego, tylko nazwane na wyrost.
Czym właściwie jest newsletter
Definicja, którą da się zapamiętać
Newsletter to cykliczna wiadomość e-mail, wysyłana w regularnym rytmie do bazy subskrybentów, którzy wcześniej wyrazili zgodę na kontakt, a jej głównym celem jest edukacja, budowanie relacji albo przypomnienie o marce, nie pojedyncza sprzedaż.
Słowo pochodzi wprost z angielskiego, news plus letter, czyli list z nowinkami, i trudno o bardziej dosłowne tłumaczenie. Polski odpowiednik, "biuletyn", nigdy się nie przyjął poza urzędami i stowarzyszeniami, więc zostaliśmy przy zapożyczeniu, tak jak z połową słownictwa marketingowego zresztą.
Kluczowe słowo w tej definicji to "cyklicznie". Nie "od czasu do czasu, jak mamy okazję", tylko z ustalonym rytmem, który subskrybent może przewidzieć. Raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie, raz w miesiącu, zależy od branży, ale rytm musi istnieć.
Zapamiętaj z tej sekcji:
Newsletter kontra mailing: gdzie faktycznie przebiega granica
Trzy pytania, które rozstrzygają sprawę
Żeby nie zostawić tego rozróżnienia na poziomie wyczucia, wystarczy sprawdzić trzy rzeczy naraz:
Jeśli odpowiedzi wskazują w tę samą stronę, wiadomo, z czym mamy do czynienia. Jeśli nie, prawdopodobnie ktoś nazywa coś newsletterem tylko dlatego, że brzmi to lepiej niż "kolejna reklama".
Kryterium | Newsletter | Mailing |
|---|---|---|
Cel | Edukacja, relacja, przypomnienie o marce | Konkretna sprzedaż, konkretna oferta |
Cykl wysyłki | Stały rytm, przewidywalny dla odbiorcy | Jednorazowo lub w ramach kampanii |
Zgoda odbiorcy | Wymagana | Wymagana |
W audytach, które robimy regularnie, widzimy najczęściej ten sam błąd: sklep deklaruje "mamy newsletter", a po sprawdzeniu historii wysyłek okazuje się, że ostatnie trzy wiadomości poszły w odstępach dwóch tygodni, pięciu tygodni i dwóch dni, bo akurat była wyprzedaż. To nie jest newsletter. To seria niepowiązanych mailingów, którym ktoś nadał wspólną nazwę.
To nie jest krytyka, tylko obserwacja. Prawie każdy zaczyna w ten sposób, bo utrzymanie regularnego rytmu wymaga dyscypliny, której na starcie po prostu nie ma. Dopiero kiedy w grę wchodzi konkretne narzędzie, na przykład automatyzacja w Klaviyo, rytm łatwiej utrzymać, bo część wysyłek przestaje zależeć od tego, czy ktoś pamiętał, żeby nacisnąć "wyślij".
Jakie rodzaje newsletterów faktycznie działają w polskich sklepach
W praktyce, patrząc na konta, które prowadzimy albo audytujemy, powtarza się kilka wariantów, i rzadko który sklep trzyma się jednego typu przez cały cykl życia klienta.
Pamiętam sytuację, gdzie przejście z czysto produktowego newslettera na format zza kulis, więcej ludzi i procesu, mniej samych zdjęć produktów, poprawiło zaangażowanie subskrybentów w sposób, który trudno było przewidzieć z góry.
Czy zacząć od newslettera, czy od razu wdrożyć mailing sprzedażowy
Zanim zaczniesz którekolwiek, jedna rzecz jest niepodlegająca negocjacji: lista mailingowa zgodna z RODO. Bez wyraźnej zgody na kontakt, nieważne czy wysyłasz newsletter, czy mailing, prawnie robisz to samo co spamer, tylko z ładniejszym szablonem.
Jeśli chodzi o narzędzie, MailerLite i GetResponse dobrze radzą sobie z newsletterami cyklicznymi dzięki prostym edytorom treści i automatyzacji rytmu wysyłki. Sklepy stawiające bardziej na segmentację behawioralną i automatyzację sprzedażową częściej korzystają z Klaviyo, a część firm wciąż zostaje przy Mailchimp, zwłaszcza jeśli korzystały z niego od lat. Jeśli nie masz pewności, które podejście pasuje do Twojej sytuacji, konsultacja 1:1 zwykle rozwiązuje ten dylemat szybciej niż tygodnie prób i błędów, a jeśli wolisz oddać cały temat komuś innemu, kompleksowa obsługa email marketingu zdejmuje go z Twoich barków w całości.
Najczęściej zadawane pytania
To cykliczna wiadomość e-mail wysyłana do subskrybentów, którzy się na nią zapisali, w regularnym rytmie i bez nacisku na natychmiastową sprzedaż.
Newsletter jest cykliczny i skupiony na relacji, mailing zwykle jednorazowy i skupiony na konkretnej ofercie sprzedażowej. Oba wymagają zgody odbiorcy.
Nie ma progu minimalnego. Widzieliśmy sklepy zaczynające od kilkudziesięciu kontaktów, które budowały solidną bazę krok po kroku, o ile utrzymywały regularność.
Większość sklepów zaczyna od jednego newslettera co dwa do czterech tygodni. Wskaźnikiem alarmowym jest rosnący unsubscribe rate, nie subiektywne wrażenie, że "chyba za dużo piszemy" (więcej o samych wskaźnikach w sekcji dostarczalność emaili
Tak, niezależnie od tego, jak ładnie jest zaprojektowany. Zgoda na kontakt jest wymogiem prawnym, nie formalnością do pominięcia.
Zależy od skali i budżetu. MailerLite i GetResponse dobrze sprawdzają się na start, Klaviyo przy większym nacisku na automatyzację i segmentację.
Przeczytaj też



